Jak przeprowadzić wstępną rozmowę z kandydatem do bierzmowania?

Traktuj kandydatów do bierzmowania detalicznie a nie hurtowo.

Nie ma innej drogi do skutecznej katechezy jak budowanie relacji z uczestnikami tej katechezy. Trudno zbudować takie relacje przychodząc do dużej grupy młodzieży, mówiąc im jakąś tam konferencję a potem w tył zwrot i do zobaczenia za miesiąc.

Relacje trzeba budować od osobistego spotkania. Najlepiej na samym początku.

Dobrze jest rozpocząć przygotowanie do bierzmowania od zaproszenia potencjalnych kandydatów do osobistej rozmowy. Ogłoś, że oczekujesz na ich telefony w sprawie umówienia spotkania. I podaj swój numer telefonu. Zadbaj, by już ten etap miał swój właściwy styl. Porzuć oschłość i urzędowość, zrezygnuj ze zwracania uwagi i edukowania w dziedzinie kultury przeprowadzania rozmowy telefonicznej. Wyraź swoje emocje, uciesz się, że ktoś się chce „zapisać do bierzmowania” i spotkać z tobą. Bądź partnerski – nie narzucaj terminu, ale wspólnie poszukajcie czasu dogodnego dla obu stron.

Ważne! Jeśli umawiasz się z kimś to zapisz jego imię i nazwisko oraz numer telefonu. Może być sytuacja, że z losowych przyczyn będziesz musiał przełożyć spotkanie. Mając telefon kandydata do bierzmowania możesz do niego zadzwonić. Jeśli nie jesteś ugotowany – na samym początku zgrzyt, ktoś się do ciebie specjalnie pofatygował a ciebie nie ma. Tak się po prostu nie robi.

W praktyce warto przygotować sobie „rozpiskę” – kartkę z dniami tygodnia, podziałem na kwadranse (przynajmniej tyle), miejscem na wpisanie imienia i nazwiska oraz miejscem na telefon.

godzina imie i nazwisko telefon
16.00
16.15

Pomyśl gdzie się będziesz spotykał. Często będzie to kancelaria, ale zauważ jakie niesie to ze sobą skojarzenia. Kancelaria – biurko, urząd, kartoteka, pieczątki, zaświadczenia, sprawy do załatwienia, petent. Nie stwarza to właściwej aury. Może jakieś inne pomieszczenie? Może na świeżym powietrzu, pod drzewkiem? A jeśli w kancelarii to może inaczej zaaranżować przestrzeń?

W mojej kancelarii da radę spotkać się przed biurkiem. Mnie i kandydata nie dzieli wtedy symbol urzędu – biurko. Jesteśmy bliżej siebie. Można i należy wyjaśnić „dlaczego tak”.

Samą rozmowę poprowadź w luźny sposób. Pamiętaj, że nie chodzi tu o załatwienie sprawy, ale nawiązanie znajomości, relacji.

Ważna tu jest autentyczność i zaangażowanie. Bez tego lepiej się za te spotkania nie zabierać. Pomyśl co czuje kandydat, gdy wchodzi na „obce terytorium” i spotyka znudzonego, ziewającego księdza, który „siedzi i cierpi”, całą mową ciała komunikując pragnienie, by się to już wreszcie skończyło.

Jeśli ktoś przychodzi to zerknij dyskretnie na listę i przywitaj go imieniem. Wtrącaj to imię w czasie rozmowy, w ten sposób będziesz uczył się tych imion. Lepiej zwracać się do kandydatów po imieniu niż „e… ty, w czerwonym sweterku”. Łatwiej też dyscyplinować rozbrykaną grupę, gdy trafisz w brykających ich imionami.

Prowadząc rozmowę szukaj spraw, które będą was łączyły. Zawsze coś można znaleźć. Czasem będą to banalne sprawy, ale już jest coś co daje więź. Lina jest spleciona z licznych sznurków.

Biurko ludzi dzieli, ale stół (jedzenie) łączy. Jak będziecie podjadać wspólnie czereśnie z talerza to będzie ok. Tylko się nie przejedz!

Poczęstuj czymś do zjedzenia – choćby krówką „na wynos”. Ja mam „Boże krówki” – krówki, gdzie na papierku w środku są cytaty świętych. I słodko i pobożnie.

Daj jakiś prezent – choćby drobiazg. Niech to będzie książeczka, długopis, cokolwiek.

Bądź ciekawy i zadawaj pytania, ale niech to nie wygląda na przesłuchanie. Nie będzie tak wyglądało jeśli będziesz się też dzielił sobą.

W czasie tej rozmowy możesz wykorzystać sposób na przekazanie kandydatowi do bierzmowania idei przygotowania. Możesz to uczynić w następujący sposób:

„Zadam ci teraz pytanie, które będzie bardzo osobiste. Tak osobiste, że śmiało mi możesz powiedzieć >Proszę, księdza, za mało się znamy!< I ja to uszanuję.

Powiedz mi, proszę, czy byłeś już zakochany?

Nie wnikam w kim i jak to było, ale ważne jest samo doświadczenie. Albo je znasz albo znasz kogoś, kto je doświadczył. Pytam o to, nie z ciekawości, ale po to, by móc ci wytłumaczyć na czym polegać powinno przygotowanie do bierzmowania.

Zobacz, że masz za sobą, nie licząc przedszkola, dziewięć lat katechizacji, po dwie godziny w tygodniu. Czeka cię jeszcze co najmniej trzy lata po dwie godziny. To kupa czasu. (opisuję sytuację, gdzie kandydaci do bierzmowania to absolwenci gimnazjum)

Teraz cię czeka przygotowanie do bierzmowania – przez rok godzina w miesiącu. To w sumie niewiele. Gdyby to przygotowanie miało polegać na tym samym co jest w szkole, to byłoby to trochę bez sensu. Chciałbym jednak, byś zrozumiał, że chodzi tu o coś zupełnie innego.

Zależy mi nie na tym, byś czegoś nowego NAUCZYŁ się o Jezusie, ale chcę, byś spróbował tego Jezusa SPOTKAĆ, DOŚWIADCZYĆ. Pytałem cię o przeżycie zakochania, bo w relacji do Jezusa można przeżyć dokładnie coś takiego co czuje chłopak do dziewczyny czy dziewczyna do chłopaka.

Powiedziałeś mi, że hodujesz gołębie (nawiązuję do pasji poznanych w rozmowie), powiedz mi szczerze, czy za swoje gołębie oddałbyś życie? Na pewno chciałbyś ich bronić, będziesz pełen gniewu, gdy ktoś będzie chciał zniszczyć hodowlę, będziesz dochodził sprawiedliwości, ale czy oddasz życie?

Przypuszczam, że nie. Gdy ktoś odda życie za gołębie, to pomyślimy, że coś z tym człowiekiem było „nie tak”. Gdy jednak ktoś odda życie za człowieka ratując go to budzi to nasz najwyższy szacunek i podziw.

I pomyśl teraz, że są ludzie, którzy nawet dzisiaj, współcześnie, oddają życie za Jezusa, za wiarę w niego. Są stawiani, na przykład przez dżihadystów w obliczu wyboru – albo wyprą się wiary, wyznają Allaha, albo stracą życie. I są tacy, którzy oddają życie – współcześni męczennicy.

Co to oznacza? Oznacza to, że Jezus i wiara dla nich to coś więcej niż pasje, zainteresowania, jakaś tradycja czy praktyki, system wierzeń czy teoria. Za to nie oddaje się życia. Za przyjaciela jednak można i trzeba oddać życie. Gdy ktoś wypiera się przyjaciela to czuje się zdrajcą.

Chciałbym byś tak spojrzał na wiarę, odkrył, że tak ją można przeżywać. A jeśli już tak to przeżywasz, byś się w tym umocnił.

Dla wielu wiara to tylko tradycja i przyzwyczajenie. To niewiele warte. Chciałbym, byś odkrył, że można inaczej, głębiej, że w Jezusie można się zakochać.”

Na powitanie wyjdź naprzeciw albo przynajmniej wstań, podaj rękę. Tak samo przy pożegnaniu.

Pokaż ludzką twarz Kościoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *